Być „humanistą” tzn. być na straconej pozycji?

28/06/2016Aktualności Komentarze (2) Wrzuć na FB

Sytuacja humanistów na rynku pracy jest jednym z najważniejszych tematów w debacie o relacjach między uniwersytetami a gospodarką. W tej debacie wciąż żywy jest mit, że celem uniwersytetów jest przygotowywanie absolwentów do pracy zawodowej. Stanowi to źródło kolejnego mitu: trzeba dopasować programy studiów do potrzeb rynku pracy. Z pewnością takie oczekiwania powinniśmy kierować wobec szkolnictwa zawodowego, ale nie do uniwersytetów mających zupełnie inną misję.

Nikt nie wierzy w humanistów

W jakiś sposób wykształciła się niewiara pracodawców w możliwości humanistów. Sami humaniści też często nie wieżą we własne możliwości na rynku pracy. Można być dobrym albo złym studentem, dobrym albo złym humanistą. Dlaczego deprecjonujemy wszystkich adeptów kierunków humanistycznych? Dziś mamy do czynienia z upadkiem statusu społecznego humanistów. Humaniści, niegdyś utożsamiani z inteligencją, byli uważani za najbardziej twórczą część społeczeństwa. Dziś taki potencjał upatrujemy raczej w specjalistach pracujących w korporacjach i biznesmenach.

Wśród rekruterów krąży anegdota, być może nawet prawdziwa, o prezesie dużej korporacji, który postanowił zatrudnić filozofa na stanowisku menedżera. Za decyzją prezesa tkwiło przekonanie, że humanista obracający się w świecie idei nie będzie zważał na przeszkody i trudności, a realizował plan sprzedaży. Wybór ten okazał się sukcesem. Zadania, z którymi nie radzili sobie specjaliści od zarządzania i finansów, z sukcesem zostały zrealizowane przez zatrudnionego menedżera-filozofa.

Dajmy szansę humanistom

Nie jest to laudacja na cześć humanistów. Kiedy potrzeba technika czy inżyniera, to szukamy konkretnego specjalisty przymykając oczy na poziom innych umiejętności. Chciałbym przekonać pracodawców i rektuterów, aby dali szansę humanistom.

Jak to jest wykształceniem humanistycznym? Uzmysłówmy sobie trzy rzeczy.

Po pierwsze, szkoła i każdy uniwersytet to pewien system, w którym poruszamy się mniej lub bardziej sprawnie. Ta umiejętność nie wystarcza, aby odnaleźć się w rzeczywistości. Oceny i wyniki końcowe nie koniecznie muszą przekładać się na sukces zawodowy i rozwój kariery.

Psycholodzy i socjolodzy już dawno doszli do wniosku, że osoby uzyskujące średnie oceny, lepiej sobie radzą w życiu niż szkolni prymusi. Szkoła, ukończony kierunek studiów nie musi rzutować na przyszłą pracę zawodową.

Drugą sprawą jest to, że coraz więcej pojawia się ofert pracy, gdzie mało istotny jest ukończony kierunek studiów. Ważniejsze jest to, że posiada się wykształcenie wyższe w ogóle. Jest to niejako wyznacznikiem pewnego poziomu kultury bycia i rozwoju osobistego.

Jest to punkt styczny z tym, czego oczekują pracodawcy od absolwentów wszystkich specjalności. W badaniach tego typu odnajdziemy podobny zestaw umiejętności i postaw kandydata do pracy: efektywna komunikacja, znajomość języków obcych, umiejętność pracy w grupie, zaangażowanie, otwartość na uczenie się i stały rozwój, umiejętność obsługi komputera.

Po trzecie, kiedy przy jednym stole posadzimy przykładowo 12 specjalistów z różnych firm i branż mających różnorodne wykształcenie i doświadczenie zawodowe. Następnie przesadzimy ich o jedno miejsce w lewo czy prawo w ten sposób, że każdy przejmie stanowisko pracy osoby siedzącej obok. W efekcie każdy ze specjalistów będzie musiał od podstaw uczyć się nowego stanowiska pracy.

Czas dla pracodawcy i przedsiębiorcy jest cennym zasobem. Rekruterzy starają się znaleźć takiego kandydata na dane stanowisko pracy, aby czas jego wdrożenia do nowych obowiązków był możliwie najkrótszy.

Biorąc pod uwagę powyższe powróćmy do naszych bohaterów, w potencjał których wierzy niewielu.

Jeśli studia nie gwarantują kariery zawodowej, nie przygotowują do pracy, a oczekiwania pracodawców dotyczą głównie umiejętności osobistych i społecznych, dlaczego zamykać humanistom drogę na wymarzonej przez nich kariery?

Elastyczni, twórczy i innowacyjni

Humaniści dzięki specyfice swojego wykształcenia są bardziej elastyczni na rynku pracy niż absolwenci kierunków technicznych i ścisłych. Są w stanie dostosować się do większej ilości stanowisk pracy niż wyspecjalizowany inżynier.

Z powodu naszej krótkowzroczności wydaje się nam, że umiejętności humanistów są niepraktyczne i mało atrakcyjne. W rzeczywistości jest odwrotnie. To, co zaoferować mogą humaniści może stać się twórczą siłą dla rynku pracy i gospodarki. Humaniści potrafią być twórczy i innowacyjni.

Gospodarce potrzebni są i jedni i drudzy. Jestem daleki od przeciwstawiania sobie i faworyzowania jakiejkolwiek grupy absolwentów.

Humaniści mający wiedzę o człowieku nie powiedzą nam jak produkować, ale co produkować i po co produkować. Ich wiedza o człowieku pozwala nam odkrywać i poznawać potrzeby człowieka.

„Humaniści wracają do łask”, „Humaniści kontratakują” – to nie tylko piękne medialne hasła, ale obietnica nowej jakości rynku pracy, czego powoli stajemy się świadkami.

Powyższy artykuł został opublikowany w magazynie „Home&Market”, raport „Szkolnictwo Wyższe, MBA, Studia podyplomowe” (nr 5, czerwiec 2016).

Dodaj komentarz

Dodając komentarz akceptujesz politykę prywatności (przeczytaj). Twój adres email nie zostanie opublikowany.
Pola, których wypełnienie jest wymagane, są oznaczone symbolem *

Komentarze

  • PiotrLenarczykAnonimowo pisze:

    Brzmi przekonująco – podsumowując jednak wolałbym kumatego lokalnego pracownika po szkole specjalistów zawodowych. Może zarabiać więcej od marionetkowego dyrektora.

  • Piotr Franke pisze:

    Mym zdaniem, najwięcej
    Ten ci pracuje,
    Kto komuś w jakiejś
    Pracy asystuje.

    Ja tak właśnie czynię.
    Jestem emerytem
    I ni grosza za to
    Nie mam dla się przy tem.

    Zaś o młodych niech się
    Rządzący zatroszczą.
    Przez brak owej pieczy,
    Pauperyzm zaostrzą.